Na zamku w Niedzicy żyje legenda, że w pogodne noce, przy pełni księżyca, na murach pojawia się duch inkaskiej księżniczki Uminy. Skąd duch potomka Andyjskich książąt w polskim zamku?.
Zamek w Niedzicy leży nad Dunajcem, który w początkach XIV wieku był naturalną granicą między Polską a Węgrami. Jego właścicielem był węgierski szlachcic Kokosz Berzeviczy, ale w biegiem lat zamek zmieniał właścicieli. W tamtym okresie na lewym brzegu rzeki, rozbudowano istniejącą wcześniej warownie w Czorsztynie. Potomek Kokosza, urodzony w roku 1698 Sebastian, uległ XVIII-wiecznej modzie poznawania świata, odbywając podróż do Wenecję oraz Ameryki Południowej, gdzie dotarł do peruwiańskiego Cuzco. Tam zafascynował się urodziwą Indianką, pochodzącą z arystokratycznego rodu Inków. Sebastian poślubia Indiankę, a owocem ich miłości jest córeczka, której nadano imię Umina. Sebastiana bardzo zainteresowała historia dramatycznych losów rodziny ukochanej, która jednak przedwcześnie umiera.
Kiedy Umina osiąga wiek umożliwiający jej zamążpójście, na terenach Peru trwa od 1780 roku inkaskie powstanie. Wydano ją za dostojnika Inkaskiego, także potomka królewskiego rodu, bratanka przywódcy ostatniego powstania Indian przeciwko hiszpańskiemu okupantowi - José Gabriela Condorcanqui y Noguera, zwanego Tupac Amaru II. U Hiszpanów wzbudziło to podejrzenia, że Sebastian stał się posiadaczem wiedzy o ukrytych skarbach Inków.
W obliczu tego zagrożenia, w roku 1786 wywozi córkę Uminę, jej męża oraz kilku Indian ze szlachetnych rodów inkaskich do Wenecji, gdzie liczył na bezpieczne i spokojne życie. W Wenecjo Umina rodzi syna, któremu nadano imię Antoni. Jednak Hiszpańscy agenci wyśledzili uciekinierów i w roku 1796 zasztyletowali inkaskiego księcia. Chcąc skutecznie chronić córkę i wnuka, w lutym lub marcu 1796 roku Sebastian Berzeviczy ukrywa ich w niedzickim zamku nad Dunajcem. Zamek zbudowanym w XIV wieku przez Berzeviczych obecnie był w posiadaniu rodziny Palocsayów – dlatego Sebastian ubiegał się o jego odkupienie.
Tam jednak, w niewyjaśnionych okolicznościach, przy wejściu do zamkowej kaplicy zostaje zasztyletowana Umina. Sebastian w obawie o życie wnuka wywozi go w okolice Brna, na Morawy – do Krumlova, oddając pod opiekę krawca i kościelnego – Wacława Benesza.
21 czerwca 1797 roku, a więc w dniu największego inkaskiego święta nowego roku, na niedzickim zamku proboszcz z Frydmana spisał testament – akt adopcji Antoniego. Wykonawca woli Wacław Benesz zostaje zaprzysiężony przed krucyfiksem w zamkowej kaplicy składając jednocześnie swój podpis pod dokumentem.
Treść testamentu brzmi następująco:
„Ja, Wacław Benesz de Berzeviczy, Baro de Dondangen, przysięgam wobec Męki Pańskiej, Prześwietnej Rady Emisaryuszy Inków i J.O. Strya mego Sebastyana, uczynionych dzisiaj uchwał ostatnich Prześwietnej Rady być kuratorem i rzetelnym wykonawcą. W szczególności obliguję się:
PRIMO: Antonia Inkasa legitime wnuka J.O. Strya mego Sebastyana, sierotę jedną wiosnę liczącą, dla uchronienia go jak i edukacyi przystojnej za swego, wraz z małżonką mą przyjąć, takoż do ksiąg wpisać, jakoż nazwisko nasze, tytuł i splendor rodu mu dać, by tem pewniej pochodzenie rzeczonego Antonia zakryć, a od pościgu i prześladowców uchronić. Takoż obliguję się wydać rzeczonego Antonia na każde wezwanie Prześwietnej Rady Inków, albo Dziada Jego J.O. Sebastyana, uczynione mi koncesye sobie, jako przyrzeczono, zachowując.
SECUNDO: Za obowiązek sobie biorę, gdyby żadne poselstwo rzeczonego Antonia Inkasa nie odebrało, a ten do swych leciech pełen szczęśliwie doszedł, wszystko o krwie i pochodzeniu Jego objaśnić, należny mu testament bez żadnej opieszałości oddać, a wagę testimonium i pieczę nad nim wyłożyć. Szczególnie obliguje się za zamysłem i życzeniem Prześwietnej Rady Antoniowi Inkasowi wiernie wyjawić powierzoną mi w onym jednie celu tajemnicę testamentu Inkasów, jako z trzech wieków i części złączonego. A to jako manu proporia dla pamięci i konfirmacyi pod dyktat zapisuję. Pierwszej od Inkasa Tupaca Amaru w Titicaca, dalej za sprawą Jego Pradziada pod Viga zatopionej i ultimo przez Prześwietną Radę Emisaryuszy Inków złożonych tu nieużytych sum. I tem w razie dojścia do leciech pełnych rzeczonego Antonia tak się obliguję to przedłożyć, by Go częścią tajemnicy, a wielką i słuszną sperandą całości tem łacniej dla testamentu odczytania, a spadku uzyskania do ojczyzny Jego zawieźć. Takoż gdy jechać będzie miał wolę, za obowiązek biorę spod władzy opiekuńczej uwolnić, do drogi dopomóc, jakoż ją i wskazać i expens przystojny dać, a ostrożność o życia i testamentu bezpieczeństwo zalecić.
TERTIO: W razie, co Boże Chroń, śmierci Antonia testamentu nie naruszać, tajemnicy wiernie dochować, a na poselstwo stosowne czekać.
QUARTO: Wolę Prześwietnej Rady szanując, wręczony mi testament jak największą mieć Relikwię, a w pierwszym czasie sposobnym, statim, bez żadnego przetrzymywania, w miejscu Prześwietną Radą upatrzonem, pod ostatnim stopniem pierwszej bramy górnego zamku, a nie kędyś indziej, manu propria ukryć, tajemnicy jak świętości strzec i nawet Samemu Inkasowi Antoniowi tylko wzywyż wymienionej okazyi Jego leciech pełnych zdać, a poszukiwań żadnych na własną rękę nie czynić.
QUINTO: Grób Uminy, Sebastyanowej córki, a Antonia matki, pod basztą kapliczną w czułej mieć opiece, wystawienie Epitaphium do sposobniejszych dni zachowując.
SEXTO: Na czas absencyi Strya mego Sebastyana obliguję się na ostrożnej mieć uwadze, umówiony i przyrzeczony przez Panów Horvathów Paloczayów w zamian za wypożyczone Im sumy, zwrot ongi bezprawnie rodzinie naszej odebranego gniazda naszego, zamku Dunajecz, któren to zamek my Sebastyan i Wacław Berzevicze, jako synów nie posiadający, deklarujemy z krwi naszej pochodzącemu Inkasowi Antoniowi na azyl bezpieczny, a akademiję uciekinierom i wygnańcom z Jego ziemi i rodu zapisać.
SEPTIMO: Takiż dokument drugi, spisany w lingua kiczua podpisać i takoż dotrzymać, a zawierzony mi egzemplarz z największą troską i ostrożnością, a nie w domu, zachowywać.
Zaprzysiężony wobec wzwyż wymienionych Anno Domini 1797 Die 21 Juny w kaplicy na zamku Dunajecz. Wacław Benesz de Berzeviczy Baro de Dondangen. Manu Propria
W końcowym akapicie testamentu zawarta jest informacja o sporządzeniu jego kopii w lingua keczua, czyli węzełkowym piśmie kipu.
W Krumlovie małym Antonim opiekuje się ksiądz Luks, który udziela mu chrztu nadając jednocześnie nazwisko Benesz, co ma dodatkowo chronić go przez przed Hiszpanami. W rok po podpisaniu aktu adopcji Antoni zostaje wpisany do ksiąg parafialnych jako syn Wacława i Anny Benesz Berzeviczy.
W tym okresie Sebastian przebywa w Krakowie, gdzie w wyniku odniesionych w pojedynku ran, umiera w klasztorze Augustynów. Antoni Benesz już bezpiecznie spędził resztę życia w Krumlovie, zostając jak przybrany ojciec krawcem. Ojciec jednak miał do niego żal, że zamiast pamiętać o rodzinie, interesował się francuska modą i niemieckim stylem życia. W spisanym w roku 1797 testamencie ustalono, że Antoni po osiągnięciu pełnoletności dowie się o swoim inkaskim pochodzeniu. Ten jednak w ogóle nie zainteresował się swoja historią.
4 maja 1826 roku Antoni zawarł w Brnie związek małżeński z Polką, Barbarą Rubinowską. Ze związku tego urodziło się ośmioro dzieci, trzy córki i pięciu synów. Większość dzieci zmarła w wieku niemowlęcym i jedynie syn Ernest dożył wieku dorosłego.
20 marca 1877 umiera Antoni, chorując na cukrzycę. Pochowany zostaje 22 marca, lecz jego grobu już nie ma, bowiem prochy zostały złączone z innymi w zbiorowej mogile po likwidacji cmentarza w 1906 roku. Przed śmiercią zdążył przekazać synowi Ernestowi dokumenty i pamiątki rodzinne, nakazując mu nigdy do tej sprawy nie wracać.
Ernest jednak bardzo się zainteresował pochodzeniem swojej rodziny i odbył podróż do Ameryki Łacińskiej. Był wykształcony, uzyskał tytuł inżyniera w dziedzinie wydobycia ropy. Jego podróżom sprzeciwiała się zarówno jego niemiecka żona, oraz syn Janusz, zawodowy wojskowy zupełnie nie zorientowany w historii swojego rodu. Dopiero kolejny potomek rodu Beneszów, urodzony w 1918 roku Andrzej powrócił do poszukiwań korzeni.
Pogłoska głosi, że w roku 1934 dom Beneszów w Bochni odwiedziło dwóch tajemniczych ludzi, podających się za wysłanników żyjącej w Peru linii Benesz-Berzeviczy. Podobno proponowali wykupienie wszystkich rodzinnych archiwaliów i dokumentów. Andrzej Benesz odnalazł w klasztorze Augustynów w Krakowie dokumenty potwierdzające fakt, że jest prawnukiem Antoniego Benesza, spowinowaconego z potomkami inkaskich władców z Cusco. W roku 1946 - kiedy studiował w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim - odnalazł w kościele Świętego Krzyża testament i akt adopcji swojego pradziada. Dokument był przechowywany w okładce jednego z mszałów i nie figurował w żadnym oficjalnym spisie. Nieżyjący już ksiądz dr Andrzej Mytkiewicz przystawiając na dokumencie pieczęć „Sigillum Ecclesiae Parochial S.Crucis Cracovia” poświadczył jego autentyczność. W oparciu o ten dokument Andrzej Benesz rozpoczął poszukiwania dalszych inkaskich śladów i uzyskał pozwolenie na przeprowadzenie prac poszukiwawczych na zamku w Niedzicy.
Wcześniej, bo w roku 1945 w Niedzicy pojawił się pierwszy kustosz zamku. Udało mu się odnaleźć archiwa Horvathów, w których znajdowały się informacje z okresu pobytu w Niedzicy uciekinierów z Peru. Dzięki tym zapiskom kustosz wpadł na ślad ukrytego na zamku skarbu.
31 lipca 1946 roku, w obecności świadków (sołtysa Andrzeja Pukańskiego, plutonowego WOP Jana Kotowicza, szeregowców WOP Kazimierza Sitnego i Jana Sobkówki, leśniczego Stanisława Gołąba, przyjaciół Benesza: Romana i Krystyny Alfawickich, Krystyny Benesz, Aleksandra Bugayskiego) odnaleziono pod ostatnim stopniem schodów pierwszej bramy górnego zamku ołowiana tubę długą na 18 cm i na 3,5 cm grubą – schowana tam 150 lat wczesniej. Wewnątrz tuby znaleziono przeplatane rzemienie, czyli inkaskie kipu. Złote blaszki umocowane były na 12 końcówkach rzemieni. Na trzech z nich widniały napisy: Dunajecz, Vigo, Titicaca, co od razu rodziło domysły o miejscach ukrycia inkaskiego skarbu.
Świadkowie złożyli pisemne sprawozdanie z tego wydarzenia.
Treść oświadczenia
Prace właściwe zaczęto o godz. 11.45. Prowadzili je pod moim kierownictwem szeregowi W.O.P. Rozpoczęliśmy je od stwierdzenia, że ostatni stopień schodów pierwszej bramy górnego zamku (jak określa wspomniany dokument adopcji), będący właściwie progiem tej bramy, jest jednolitym blokiem skalnym, w którym wykuto próg o profilach (poziomych fugach) renesansowych, przechodzący w swej dolnej partii w płytę o surowym obrysie, stanowiącą część podłogi wnętrza wspomnianej bramy. Blok ten wpuszczony w wapnie pomiędzy podstawy renesansowych odrzwi bramy, był co najmniej od stu lat nie naruszony, wnioskując po stanie skruszenia zaprawy wapiennej, którą boki były zalane. Po jego odkopaniu z ziemi i gruzu, przystąpiono do podważania go w kierunku na zewnątrz bramy. Próg leżał na pokładzie z dzikiego kamienia i gruzu. Pierwszy przekop tego podłoża, rozpoczęty od lewej strony do przeciętnej głębokości 30 cm, nie dał rezultatów. Drugi, pogłębiający, rozpoczęty z przeciwnej strony, odsłonił nie zauważony w pierwszej chwili niewielki fragment ciemnego przedmiotu, przypominającego kawałek zmurszałej gałęzi. Dopiero w chwili rozpoczęcia trzeciego pogłębienia zainteresowano się rzekomą gałęzią, która okazała się długą na 18 cm, a na 3,5 cm grubą tubą, jak później stwierdzono ołowianą, na końcach spłaszczoną, pozawijaną i zaklepaną, a później, jak świadczą o tym zakrzepłe krople metalu, jeszcze raz roztopionym metalem oblewaną. Tuba ta była zupełnie sczerniała, miejscami rudawo przeświecająca. Po jej otwarciu (nożem uważnie odkrojono jeden z zaklepanych boków) ukazał się pęk zbutwiałych i jakby skwaśniałych rzemieni, powiązanych w różnorodne węzły. Rzemienie te na swych 12 końcówkach zaopatrzone były w sczerniałe blaszki. Później analiza wykazała, że jest to 13 karatowe złoto. Ogólna waga tych blaszek wynosi ok. 8 g. Było to bez wątpienia pismo kipu. Trzy wyraźnie odznaczające się grupy blaszek odnoszą się najprawdopodobniej do 3 części testamentu, o których wspomina akt adopcji. Dalsze poszukiwania pod progiem nie dały już rezultatów. Prace zakończono założeniem progu na jego pierwotne miejsce, usunięciem śladów robót oraz spisaniem i podpisaniem protokołu przez dziesięciu cały czas obecnych świadków. Protokół uzupełniono pieczęciami Gminy i Strażnicy W.O.P. Prace zakończono o godz. 12,5
Podpisał: Benesz Andrzej
Z uwagi na to, że wszyscy świadkowie tego wydarzenia ponieśli w kolejnych latach śmierć, zrodził się mit o klątwie, jaka zawisła nad testamentem Inków. W niewyjaśniony sposób zginęli żołnierze WOP, a kustosz muzeum zamkowego utopił się w Dunajcu.
Wszystkie archiwa w Polsce, w których można było odnaleźć informacje dotyczące okresu pobytu uciekinierów z Peru na zamku w Niedzicy zaginęły bez śladu. Ponadto dwie osoby z rodziny Salomonów pochodzących z Węgier, zaczęły prowadzić dziwne i tajemnicze poszukiwania na niedzickim zamku. Zginęły one jednak 9 października 1962, podczas pamiętnej katastrofy kolejowej pod Piotrkowem Trybunalskim.
Do najbardziej tajemniczego wydarzenia doszło 26 lutego 1976 roku, kiedy na drodze między Koninem a Kołem w wypadku drogowym zginął Andrzej Benesz. Akurat dzień wcześniej, w wigilie szesnastych urodzin swego jedynaka, zapowiedział, jak ponoć nakazywała inkaska tradycja, przekazać tajemnicę rodu Beneszów-Berzeviczych. Andrzej Benesz był w tym okresie wysoko postawionym politykiem, Prezes Stronnictwa Demokratycznego, wicemarszałek sejmu PRL, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego.
W roku 1970, już jako wicemarszałkiem sejmu, zakupił ruiny zamku w Tropsztynie i rozpoczął jego 6-letnią penetrację w celu poszukiwania skarbów. W roku 1990 potomkowie Andrzeja Benesza odkupili zamek.
Pod koniec 1975 roku z Andrzejem Beneszem umawia się na rozmowę Aleksander Rowiński zbierający materiały do swojej książki „Pod klątwą kapłanów” opisującej wątek inkaskiego skarbu w Niedzicy.
Po trzech wstępnych spotkaniach, na wiosnę 1976 roku miało dojść do tego decydującego, podczas którego autorowi miały zostać przekazane bardzo interesujące materiały z archiwum rodowego. Do spotkania tego jednak nie doszło.
Andrzej Benesz, zagłębiając się w historię swojego pochodzenia odkrył, że zmiana nazwiska z Berzeviczych na Beneszów dokonała się pod koniec XVII wieku. Uczyniła to Barbara de Krawar, Czeszka, która chcą ochronić się przed klątwą porzuciła męża, przeniosła się ze Spisza do Niemiec, gdzie zaczęła używać nazwiska Benesz. Drzewo genealogiczne Berzeviczych kończy się jednak na Atonim.
Po sensacyjnym odkryciu w Niedzicy sam Benesz przestaje się interesować całą sprawą. Do dziś nie wiadomo co się stało z odnalezionym kipu. Według Benesza, odesłał je do Peru dla dokonania odpowiednich studiów, a jego żona, że jest ukryte gdzieś w górach. Zaginęły również oryginały dokumentów.